Były CEO fnatic opowiedział o tym, dlaczego nigdy Valve nie wprowadziło franczyzy w CS2. "Trudno było też skoordynować wszystkie drużyny"
Nigdy nie rozmawiałem bezpośrednio z Valve o franczyzie. ESL mogło prowadzić takie rozmowy, ale ja nie. Byłem mocno zaangażowany w zarząd WESA (World Esports Association), co było naturalną ewolucją dżentelmeńskich umów pomiędzy drużynami starającymi się unikać kolizji w kalendarzach turniejowych. WESA ewoluowała w otwartą strukturę franczyzową w Counter-Strike’u, ale Valve ostatecznie odcięło wtyczkę partnerowanym drużynom i bezpośrednim zaproszeniom do Pro Ligi, ponieważ uznali, że wyklucza to aspirujące zespoły i graczy z najwyższego poziomu. Trudno było też skoordynować wszystkie drużyny. Zespoły europejskie były bardziej skłonne do współpracy, podczas gdy amerykańskie już nie bardzo. Znalezienie właściwej równowagi pomiędzy wielkością drużyny, wkładem w oglądalność a podziałem przychodów jest niezwykle delikatną materią. Mimo to ESL i drużyny partnerskie zaszły całkiem daleko. Uczestniczenie w systemie partnerskim ESL i dzielenie się pieniędzmi z naklejek bywało dla zespołów bardziej zyskowne niż w LOL-u i bycie w LEC. Dużą częścią tego sukcesu było to, że Valve tego nie finansowało, co zmusiło wszystkich do mocnego skupienia się na rentowności komercyjnej. Porównajmy to z LEC od Riotu, gdzie głównym celem wydawcy jest używanie esportu jako narzędzia marketingowego do napędzania zakupów w grze.- Wouter Sleijffers





