chelleos opisuje kulisy dołączenia do Sashi i nie gryzie się w język. "Gdzie tu jakiś szacunek?"
To była kwestia bardzo szybkiej decyzji, chyba w zeszłą środę o 4 rano. Zadzwonili do mnie i spytali: "Byłbyś chętny?". Powiedzieli, że muszą jeszcze porozmawiać z prawnikami, ale ja od razu odpowiedziałem, że jestem chętny. Po rozmowie z prawnikami mieli dać mi znać co i jak, więc poszedłem spać, a kiedy się obudziłem, miałem już zabukowany bilet – bardzo im zależało. Przedstawili to w zbyt różowych barwach i próbowali sprawić, by wyglądało to na coś większego, niż było w rzeczywistości. W Danii byłem maksymalnie dwa, trzy dni. Dałem temu szansę, ale poczułem, że to po prostu nie dla mnie, to nie wypali i wiedziałem, że nie muszę tam siedzieć, jeśli mi się nie podoba. To wyglądało trochę tak, jakby robili nam łaskę, ściągając nas tam. Nie czułem, że to prawdziwy zespół, który próbuje zbudować coś trwałego. To było bardziej na zasadzie: "hej, zrób to". Po prostu nie widziałem przyszłości dla tego projektu. Chodziło i o kwestie w grze, i poza nią – sporo rzeczy mi się nie podobało. Plan był wyraźnie robiony na hura. Nie docenili nawet tego, że przelecieliśmy dla nich pół świata, gdzie tu jakiś szacunek?- Michael "chelleos" Hawkins
